|
Temat: Gwiazda
Gwiazda Z racji wykonywanego zawodu wysłałem notki o swojej działalności do paru leksykonów. Poza ewidentnie pozytywnymi skutkami tegoż pojawiają się i negatywne. Jedno z wydawnictw co rusz usiłuje mnie czymś uhonorować - a to jubileuszowym Medalem 2004 Intelektualistów na 2004 Rok, a to wpisem do Księgi Honorowych Twórców (dawców?) Kultury... wszystko za cenę od 500 funtów szterlingów w górę. Jakoś nie jestem łasy na te honory (nawet mimo perspektywy posiadania medalu odlanego w srebrze z inskrypcją, którą sam ułożę); wszystko to zanadto pachnie mi Mrożkiem i Lemem (kto czytał Kongres Futurologiczny, wie, o czym myślę). Jednak pewne szwajcarskie wydawnictwo przebiło pod tym względem wszelkie granice. Otóż jeżeli w terminie do końca listopada prześlę im ankietę, w której opowiem, jak bardzo przydaje mi się ich leksykon, mam szansę wylosować gwiazdę. Nie, nie chodzi o dwutygodniowe wczasy z Monicą Bellucci (a szkoda! od razu bym odpisał!) - dostanę na własność autentyczną gwiazdę z nieba wraz z mapą z zaznaczoną pozycją mojej posiadłości w odpowiedniej konstelacji i certyfikatem potwierdzającym przekazanie. Kilkanaście bilionów ton wodoru, helu i paru cięższych pierwiastków na prywatny użytek. Na szczęście szansa wylosowania gwiazdy jest bardzo mała. W polskiej edycji tego leksykonu jest ponad 8 tysięcy stron, a moja notka zajmuje ledwie szpaltę. Gdyby wszyscy rzucili się do losowania, to moja ankieta przepadłaby nawet między listami z samej Polski. Ale prawdopodobieństwo płata niezwykłe figle, więc trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Powiedzmy, że wygrałem. Od razu kłopot, bo bez papierów na energetyka termojądrowego nie mogę takim urządzeniem zarządzać. A te kilka bilionów kilowatogodzin to nie przelewki ani akumulator do malucha. Trzeba być po studiach. Zatem 5 lat polibudy jak nic i to bez gwarancji, że w Łodzi zdobędę potrzebny dyplom. Być może musiałbym pojechać do Genewy (w sumie Szwajcarzy mnie w to wrobili, więc niech płacą) i postudiować w CERNie, gdzie przynajmniej robi się raz na jakiś czas kilka mikrogramów należycie gorącej plazmy. Ale w sumie pewności żadnej. Może lepiej od razu się zrzec? "Ależ skąd!", podpowiada ambicja. Dobra, mam gwiazdę, mam na nią uprawnienia, coś trzeba robić dalej, bo energia idzie na rozkurz. A tu ani tam pojechać, ani kable pociągnąć... wszystko wali w próżnię jak pieniądze w lecznictwo. Za dwa tygodnie mam na głowie kontrolę ze skarbówki, albo co gorsza z NIK-u. Czepiają się, o co się da (jak zawsze), a w szczególności: dlaczego nikogo nie zatrudniam (a może ktoś robi przy tej gwieździe na czarno?), gdzie są księgi rozchodu energii (a rozchód jest, bo widać, że świeci) i dlaczego nie odprowadziłem podatków. Już tyle wystarczy, żebym leżał i kwiczał, ale ponieważ jest szansa, że wszelkie gremia kontrolne zagrzebią się na dobre w Orlenie, więc może do mnie nie trafią. Ale to wcale nie koniec kłopotów. Jeżeli jest to gwiazda tzw. ciągu głównego (na diagramie obszar oznaczony jako main sequence), to z Bogiem sprawa. Przez parę następnych miliardów lat spokój. Ale potem gwiazda zaczyna się starzeć i - jak to gwiazda - kaprysić. Właściwie jest z nią dokładnie tak, jak z gwiazdami na Ziemi - wśrodku staje się pusta, na zewnątrz się nadyma, a do tego miewa wybuchy. A w efekcie takiego wybuchu produkuje całkiem niemało promieniowania, zwłaszcza rentgenowskiego. W sam raz, aby wykończyć parę pobliskich cywilizacji (jakoweś tamtejsze ONZ może to uznać za działania wojenne, a wtedy do tysiącpięćsetnego pokolenia nie wyjdę z długów), a na dodatek narazić ziemskie sieci komórkowe na straty jeszcze trudniejsze do oszacowania niż polskie reparacje wojenne. W każdą stronę wychodzi mi, że to zły interes. Dlatego nie wyślę im tej ankietki. Chce ktoś gwiazdę? Odstąpię darmo, albo... WIEM! Sprzedam w Allegro!
Temat: Panie Arnold , pan się nie boi ...
eajoe napisał:
> Nie zamierzałem się z Tobą spierać o historyczne > korzonki, tylko logicznie wytłumaczyć, że jakie by nie > były, są bez znaczenia wobec faktu, że teraz na Śląsku > mieszka )95% (jak by nie liczyć) ludzi uważających się za > Polaków.
Biorac pod uwage caly Slask (z Dolnym) i nieslaska czesc woj. tzw. slaskiego, stanowiaca polowe jego powierzchni, byc moze tak. Natomiast jesli chodzi historyczny Gorny Slask - w granicach zaznaczonych na tej mapie:
republika.pl/silesia1/gornyslask.html jest to obszar zamieszkany przez jakies 4 mln. ludzi, w tym wedlug moich szacunkow ok. 30% swiadomych nie-Polakow. Skad te szacumnki - w sumie narodowosc slaska i niemiecka zadeklarowalo ponad 300 tys ludzi. Dziesiatki tysiecy mieszkancow G. Slaska pracuje w Niemczech i nie uczestniczylo w spisie. Spis byl sfalszowany i zmanipulowany - znam osobiscie co najmniej dziesiec razy tylu Slazakow, ktorzy wpisaliby narodowosc slaska, gdyby wiedzieli ze jest taka mozliwosc, od tych, ktorzy rzeczywiscie ja wpisali. Informacje na temat falszerstw spisowych:
www.rams.pl/ras/ras/pol/dzialalnosc/index.htm#SPISPOWSZECHNY2002 W kazdym razie niezaleznie od interpretacji wynikow spisu, jedno nie podlega dyskusji - posrod wszystkich deklarujacych narodowosc niepolska najwiecej bylo Slazakow.
> Tłumaczyłem już kilka razy, tłumaczę jeszcze raz - wiem, > że można to zmienić, i część z tych 95% będzie się uważać > za Niemców, albo Ślązaków, albo Czechów, albo nawet i > Tatarów. Zależnie, kto będzie przekonywał i jakimi > metodami. Rozumiem, że po to są te "ziomkostwa" i "ruchy > na rzecz autonomii".
Nie bylo praktycznie zadnej akcji majacej na celu przekonywanie do wpisywania narodowosci niepolskiej. Byla to swiadoma, wlasna i nienarzucona decyzja tych, ktorzy zadeklarowali narodowosc niepolska (Na G. Slasku glownie Niemcow i Slazakow) Natomiast faktem jest czeste ignorowanie tej decyzji badz wpisywanie przez rachmistrza, ktory twierdzil ze nie ma narodowosci slaskiej, narodowosci polskiej.
Bo aktualnych faktów się nie da > zmanipulować. Nikt nikogo z tych 172 tys. "Ślązaków" pod > mur nie stawiał, z pracy i z domu nie wyrzucał. To niby > czego się boi pozostałe 10 milionów, co?
Chodzi o 10 mln. "Polakow"?
> sorki, coś z tym linkiem nie tak - nie możesz normalnie > napisać o co chodzi?
Odpowiedz jest troszke wczesniej.
>Była ustawa w PRL o podziale > administracyjnym kraju, w której nic o żadnej autonomii > nie było i to jest obowiązujące prawo.
To jest zle prawo. W odroznieniu do czasow PRL obecnie mozemy glosno mowic, co o nim myslimy.
> ) ) Małe, dobrze finansowane, grupki krzykaczy próbują - > ) ) medialnie - stworzyć wrażenie, że reprezentują znaczną > ) ) część ludności. A na razie jeszcze NIE REPREZENTUJĄ. > ) > ) Moglbys wyjasnic o jakie male, dobrze finansowane i > przez kogo grupy chodzi? > > np. Ruch Autonomii Śląska. Milionów członków to on nie > liczy, hałasuje głośniej od milionów Polaków > mieszkających na Śląsku, i korzysta ze wsparcia > finansowego z bogatych Niemiec. > Pytasz się, jakbyś nie wiedział, czy co? Pewnie sam > możesz wymienić 20 innych podobnych organizacji.
Na jaka sume jest finansowany RAŚ przez bogate Niemcy? Czy jest finansowany przez bogate Niemcy? Prosze o fakty.
Temat: ZJESC COS DOBREGO WE WSI B-STOK
nieobiektywny... Wa-wa3 Dziś Drodzy Państwo zainteresowani warszawskimi jadłodajniami, przedstawiam odkrycie sprzed 3 sezonów:
Odcinek 3 - PASTA CAFE Warszawa
Czy wiedzą Państwo, gdzie leży warszawska Praga? Całkiem po wschodniej stronie. Warszawskie buraki mówią na Pragę "Rosja" (tak, dla niektórych Polska kończy się tuż za Wisłą... ale zapewniam, że są to osoby wyjątkowo krótkowzroczne, z którymi walczyć nie warto, bo na wszystko mają argumenty typu "bo ja wiem najlepiej"). Pomińmy zatem wątek "Warszawiak o geografii Polski". Konotacje z praską dzielnicą mają dla większości zabarwienie przestępcze - zatem w ich duchu (doświadczony zresztą tym zabarwieniem na własnej skórze) - polecam wspaniałe miejsce w samym sercu przestępczego światka. Lokalizacja: Pasta Cafe mieści się w okolicach Dworca Wschodniego, nieco bardziej odjeżdżając w stronę ul.Grochowskiej, dokładnie na ul. Kamionkowskiej. Jest to restauracja stworzona z myślą o studentach tamtejszej - niezwykle ostatnio popularnej i przodującej w rankingach szkół niepublicznych - Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Jako że studentami tej szkoły są częstokroć zamożne dzieci zamożnych rodziców (acz spieszę zaznaczyć, że nie tylko! nie tylko!), należało stworzyć coś, co będzie kształtem, charakterem i smakiem, odpowiadało tejże młodzieży - wybrednej, jak to młodzież. Wnętrze: Piękne, surowe wnętrze z ciemnymi meblami, wspaniała muzyka (lekka, w kształcie radia pin), ciepły nastrój, kominek, w który charyzmatyczni właściciele Pasty wrzucają polana. Orkiestrą tą zarządza dwóch przemiłych Panów (o ile się nic nie zmieniło w posiadaniu), którzy początkowo obsługiwali klientów, teraz zaś zatrudniają sympatyczne kelenerki (indywidualistki, ale bardzo przystępne, broń Boże malowane lale). Latem - wspaniały kawałek praskiej ziemi jako ogródek na dziedzińcu wewnętrznym budynku. Obok piekarnia - wpsaniałe zapachy, sama rozkosz. Menu: Do spróbowania absolutnie wszystko. Ciężko mi tu cokolwiek wyróżnić, gdyż zarówno zupy (trafiłem na zupę z soczewicy - och, anioły, z nieba zstępujcie...), makarony (z łososiem i kaparami, con gorgonzola z orzechami włoskimi... niebo w gębie...), pizze - każda, nawet zwykła margherita, prawdziwie włoska, na cieniutkim cieście, z pysznym serem (nie żałują), z przekąsek - bruschetta con mozarella (absolutnie najlepsza w mieście), omelette classico (z szynką i pomidorami)... Ceny: Ceny studenckie - makarony od 12 do 17PLN, bruschetta - 7PLN, pyszne kawy (najdroższa - moca z bitą śmietaną - 10PLN), pizza - do 20PLN. Pysznie, bardzo tanio i pięknie (randka, urodziny, wesele do 150 osób, ale letnią porą, by móc wykorzystać ogród, piwko-duże 7PLN), miejsce idealne na każdą okazję. Biznes również. Goście: Głównie studenci i znani wykładowcy, z praskimi zbójami nie konsumowałem (nie bywają). Dla wielbicieli śmietanki - świeżej i kwaśnej - spotykam również tam kapryśne gwiazdy tv, ostatnio blond Hanię Smoktunowicz z papierosem w zębie. Dojazd: z centrum (Dw.Centralny) - tramwaj nr 8 w stronę Pragi, przystanek Praga Ratusz i 3 minuty pieszo, zmotoryzowani - Grochowską, skręcamy w Terespolską, z Wschodniego - bus 115 (5 minut), nóżkami 3 minuty. Ale proszę zerknąć na mapę.
Uszanowanie.
Temat: Weekend w Słowacji
> Witam, planujemy wyjazd do Słowacji w lipcu (piątek,sobota niedziela) 2 > pełnoletnie osoby w Wysokie Tatry z wjazdem kolejką na Łomnicę. > Pytania: > Czy 5000sk wystarczy?
Ja za tyle jeżdżę ale jeszcze z 2 dzieci (jedno malutkie) i starcza na atrakcje , noclegi i wyżywienie. Więc 5000 starczy spokojnie.
> Czy na wjazd kolejką trzeba czekać kilka godzin tak jak na Kasprowy?
Trzeba czekać od godz do 3 godz. w zależności czy trafisz na grupy zorganizowane, które akurat będą przed tobą. Ale to żadko się zdarza. Przeciętnie czeka się 2 godz. Chyba że pojedziecie z rana ale... czeka się we wspaniałym miejscu bo Skalnatem Pleso (Skalne Jezioro), skąd są niesamowite widoki tak na Łomnicę i inne okoliczne szczyty ale też i na dolinę Popradu. Słowacki Raj i Niskie Tatry. Jest tez Obserwatorium meteo i restauracja. Zresztą właśnie to miejsce a nie sam Łomnicki Sczyt jest główną atrakcją turystów, a to dla tego, że wjeżdża się z Tatrzańskiej Lomnicy super fajną 4-os kolejką gondolową i nie czeka się wogóle czekać bo gondole idą na bieżąco - koszt 390 sk (dospeli- dorosły) ale musisz sprawdzić przed wyjazdem bo w sezonie może zdrożeć www.vysoketatry.com/doprava/kldr/kldr.html Z kolei wyjazd na Szczyt ze skalnego Plesa to oprócz oczekiwania także dodatkowy koszt 550 sk (kolejka 15 os. coś jak na Kasprowy tylko o wiele bardziej stromo się porusza) oraz totolotek w pogodzie. Krótko mówiąc nie ma co tam wjeżdżać przy nie pewnej pogodzie bo można naprawde nic nie zobaczyć tylko spędzić 15 min za 60 zł w gęstej mgle. Będąc nieraz w Skalnatym Pleso widziałem mnóstwo zawiedzionych turystów wracających z góry. Nie mniej przy wspaniałej pogodzie niesamowicie polecam gdyż wrażenia i widoki na wszystkie okoliczne szczyty Tatrdosłownie jak z nieba. www.vysoketatry.com/doprava/kldr/kldr.html
> Jedziemy autem, podobno na Słowacji nie ma stacji tankowania LPG?
Ja zawsze mieszakam w Wielkiej Łomnicy bo taniej i na kwatery można jechać w ciemno a ztamtąd mam po 8 km w Wysokie Tatry , na baseny termalne we Wrbowie oraz do Popradu. I tu właśnie widziałem 2 stacje z LPG. Podstawa mapa okolicy i Popradu a jak spytasz o LPG to wam pokażą na mapie. Zresztą jest dużo stacji przy drogach i natych dużych na ogół już LPG jest , przynajmniej na drugiej. Ale z tego co pamiętam to ceny były droższe niż u nas. Dokładnie nie odpowiem bo ja też jeżdżę tylko na weekendy a wtedy jak dotankuję przed granicą w Piwnicznej to spokojnie starcza mi na 3 dni. Tam znowu nie nabijesz nie wiem ile km. Np. z Popradu do Demianowskiej dolini to raptem 50 km a do Tatralandii jeszcze bliżej. Zresztą w Popradzie też jest Aqua City i to od strony Wielkiej Łomnicy.
> Gdzie można przenocować (dwie noce) Ceny nie muszą być najtańsze, może ktoś > był i może coś polecić?
Ja nocuję w w Willi Nika ale ona jest 12 os. i płaci się za cały dom (mnie juz tam znają i nawet jak jadę tylko w 4 os. to jest inacze). Mają jeszcze inny domek 6-os (Willa Lucia) i wynajmują nawet 2 osobom licząć od łóżka ale standart gorszy niż w Nice. www.duma.hej.pl/ Ale jak pisałem w Wielkiej Łomnicy jest mnóstwo nowo wybudowanych kwater o różnym standarcie i o ile w zimie jets tam dużo narciarzy to w lecie domki są na ogół puste i można w ciemno. Znam też taki namiar bo miałem kiedyś jechać (ponoć ładnie bo po remocnie) Załącznik po remoncie mam w PDF to ew. mogę przysłać na meila. ale są też takie strony web: www.tatry.sk/vierka www.vysoketatry.com/vierka.html www.vierka.spanie.pl www.tatry.cz/ubytovani/vierka.php Więcej możesz znaleść na stronie Vysokich Tatr, którą puściłem o kolejkach (lanowkach) na Łomnicę. Klikasz w Ubytowanie i służby (prawy górny róg) a potem wybierasz miejscowość. Ew. też u góry na całym pasku regionów Słowacji klikasz w wybrany i znów Ubytowanie a slużby oraz patrzysz na miejscowość. Jest tego mnóstwo ale musisz określić ceny oraz czy chcecie wyżywienie czy we własnym zakresie. Ta strona choć ma przełączniki na polski na ogł jest po sławoacku jak trochę poczytasz to doskonale będziesz rozumiała po słowacku (chodzi mi o czytanie) a wro zmowie tel nie trzeba sie martwić bo słowacy doskonale nas rozumieją. Zresztą tu masz strone po polsku z linkami stron domowych. Wrzuciłęm rejon Popradu i Vysokich Tatr, na dole są miejscowości slowacja.hej.pl/atrakcje/kt_pop.htm#no Jeśli coś trzeba przetłumaczyć to chętnie pomogę. Zresztą w ogóle jak coś to pytajcie. Pozdrawiam
Temat: www.torun-bydgoszcz.pl - co sądzicie?
postaram sie to ujac najkrocej jak da... prawda nie boli ani troche, bo na owej stronie niewiele jest prawdy. autorom w istocie zalezalo, by strona poprzez zalew "rzetelnych dokumentow" wygladala autentycznie. tylko wygladala... konkrety? prosze bardzo, oto kilka (bardzo niewiele) pierwszych z brzegu. 1. bardzo wyraznie PRZEMILCZA sie osiagniecia bydgoszczy, chocby z okresu zaborow. za to pisze sie o rzekomo niebotycznej przewadze torunia. przybiera to postac groteski. autorzy wyliczaja ilosc linii tramwajowych, "zapominajac" dodac, ze to bydgoszcz miala wczesniej tramwaje. takich bledow jest cala masa. padaja oskarzenia o wywiezienie bibliotek, nie ma (chyba) wzmianki o bibliotece w bydgoszczy tworzonej od 1902 roku. podobnie z okolicznosciami powstania filharmonii itd itp. 2. bydgoszcz pod zaborem pruskim nie byla sztucznie rozbudowywana, jako przeciwwaga dla zbyt polskiego torunia (przeciez bydgoszcz nie byla od razu do cna proniemiecka, lecz brutalnie germanizowana), lecz jako naturalny wybor (przypominam ze kanal laczacy brde/wisle z notecia/warta, zbudowano w bydgoszczy nie "na zlosc toruniowi" lecz z powodu dogodnego polozenia geograficznego) prusakow (vide marzenia o drugim berlinie...) 3. bydgoszcz w okresie miedzywojennym nie byla miastem czerwonym, choc - rzecz jasna - bardziej lewicowym niz torun. bynajmniej prusacy nie zostawili po sobie jedynie fabryki i przeludnione miasto bez charakteru... no ale zeby to wiedziec, potrzeba obiektywnosci, a nie li tylko uprzedzen. 4. w istocie bydgoszcz, miasto o ogromnym potencjale (w okresie miedzywojennym przez moment drugie ludnosciowo miasto RP), nie miala naleznej jej pozycji. nie bez kozery, mowiono wowczas o najwiekszym powiecie II RP. 5. co do okresu polski ludowej oczywiscie wiele faktow jest prawdziwych, z tym ze nie wolno zapominac, iz PRL byl panstwem scentralizowanym. to nade wszystko decydowala warszawka, a nie regiony. tymczasem autorzy nie oskarzaja czynnikow partyjnych, tylko jakoby niemalze wyssany z mlekiem matki mityczny antytorunianizm bydgoszczan. smieszne. 6. warto pamietac, ze torun tracil nie tylko z powodu bycia miastem prawicowym, lecz raczej nie bycia stolica wojewodztwa. 7. najsmieszniejsze sa jednak deklaracje o pojednianiu i opisy obecnych stosunkow. to jednak w bydgoszczy jest mniejsze bezrobocie (GUS!!!), te slabe bydgoskie uczelnie sa coraz lepsze ("zagrozona likwidacja" AM w rankingach wypada coraz lepiej, vide ostatni "Newsweek"; rowniez z kondycja AB niezle, nie mowiac o ATR), a rzekomo udokumentowanie bogactwa poszczegolnych miast (??) wyglada malo rzetelnie (Zielona Gora przed Krakowem??). i to nie odosobniony przypadek. zas mapa na ktorej region konczy sie przed toruniem to w rzeczywistosci atlas samochodowy z okresu gierkowskiego, w ktorym kraj zostal podzielony na rowne sektory. i akurat tak wypadlo, ze Bydgoszcz i Torun sa w oddzielnych. kolejny raz nie mozna powiedziec o niedopatrzeniu, lecz raczej o klamstwie. trudno wiec zaufac autorom strony w innych sprawach. no i te wszechobecne teorie spiskowe... szkoda pisac wiecej (a jest tego duzo wiecej), szkoda czasu i klawiatury...
Temat: MACARIS (***) - Kreta - Rethymon
cytat: Autor: jokerDM 06-07-2005
Rethymnon to male miasteczko (okolo 26 tys.mieszkancow). Jest rozciagniete wzdluz wybrzeza na dlugosci ladnych kilku kilometrow, dlatego pelno tam hoteli. Jednak samo centrum (nazwijmy ja starowka) + duza plaza to raptem dwa do trzech kilometrow. Z hotelu MAcaris do starowki szlo sie jakis kwadrans spacerkiem. Samo polozenie hotelu jest bardzo dobre - moze komus przeszkadzac to, ze widok z okien wychodzi na ulice i jest halasliwie (wszechobecne skuterki), ale szczerze mowiac - tam zawsze i wszedzie jest halas. Rekompensuje to wspanialy widok na zatoke, po prostu kamieniem mozna dorzucic do wody z okien hotelu. Hotel sklada sie z dwoch czesci - nizszej (blizej ulicy) i wyzszej(tutaj jest problem - jesli dostanie sie pokoj na pietrze 2-3 to widok mamy tylko na basen oraz na sciane tylnia malego kompleksu). Polecam czesc nizsza pierwsza (na dachu jest bar) albo wyzsze pietra w drugiej czesci. Pokoje czyste i schludne, codzienne zmiana recznikow, posciel co drugi dzien. Do tego taras, TV, klimatyzacja, toaleta z lazienka. Nic dodac nic ujac. Jedzenie - opcja HB to sniadania kontynentalne (strasznie monotonne ale smaczne) oraz obiadokolacje- tutaj spore urozmaicenie - kazdy na pewno znajdzie cos dla siebie. Podczas drugiego posilku napoje sa odplatne, ale korzystalismy tylko raz - butelka wody 1,5l kosztowala 3 euro!!!! Nie ma wymogu zeby kupowac, wiec "zapijalismy" posilki arbuzami
Tuz przy hotelu jest plaza (po drugiej stronie ulicy) ale kamienista - malo komfortowa. Za centrum jest plaza miejska, na ktorej mozna popluskac sie i polezec (o ile wytrzyma sie na tym sloncu) - jakies 20 minut piechota.
Tak jak wspomnialem, spacerkiem docieramy do centrum miasta - sporo zabytkow, piekna twierdza na malym cyplu oraz klimatyczne uliczki, szczegolnie wieczorem (sklepy i bary czynne sa do bardzo poznych godzin nocnych). Turystow pelno, duzo muzyki, ogolnie wspanialy klimat. W sam raz na jedne lub dwie wyprawy.
Polecam zaopatrywac sie w marketach (duzo jest sklepow o nazwie supermarket), ceny sa tam zdecydowanie nizsze - woda 1,5 l okolo 0,80 euro, inne produkty w cenach porownywalnych jak u nas.
Najwazniejsze - goraco zachecam do wypozyczenia samochodu!!! Objechalismy (4 osoby) w cztery dni 3/4 Krety i zwiedzilismy wspaniale miejsca!!! Koszt wynajmu to 120 euro + 70 euro na paliwo (0,98 euro/l srednio). Zrobilismy ponad 800 km lacznie. Korzystalismy z firmy AutoWay - polecam !!! - profesjonalnie i tanio (pelne ubezpieczenie, samochod dostarczony pod hotel i spod hotelu zostal pozniej odebrany). Sugeruje wynajac samochod z mocniejszym silnikiem, ze wzgledu na gorskie drogi (na poczatku mielismy Yarisa- slabo sobie radzil, potem bez doplaty (sic!) firma wymienila nam na Accenta - niezawodny).
Bylismy samodzielnie w Knosos (1,5 h jazdy) i zwiedzalismy wszystko z kupionym w Polsce przewodnikiem. Mape rowniez zakupilismy w Polsce (te otrzymane na Krecie byly miejscami malo dokladne). Tak samo bylo z paroma innymi zabytkami. Jest tez kilka przepieknych jaskin - polecam!! Nazwy tych miejsc podam jutro - wylecialy z glowy a nie chce wprowadzac w blad No i oczywiscie plaze, ktore o glowe przewyzszaja plaze w typowych miastach turystycznych - najwieksze wrazenie wywarla plaza w Falassarnie (po prostu lazur) na zachodzie oraz Komos, Plakias i Preveli na poludniu. Trasa wiedzie w 80% przez gory, warto jechac ostroznie (wysoko, wasko, urwiscie) a na pewno dojedzie sie wszedzie. Ogolnie tam wszedzie jest blisko!! Po kilkadziesiat kilometrow. Poza tym przejazd przez te wszystkie male miescinki, zobaczenie na wlasne oczy jak ludzie zyja na wyspie - cos wspanialego. Druga sprawa to, ze pamiatki kupowane w tych miescinkach byly o niebo tansze niz w duzych miastach i nie mialy tego posmaku masowki. Wyroby garncarskie oraz hafciarskie a takze oliwa z oliwek, przyprawy no i oczywiscie napoj kretenczykow czyli ouzo )) - najlepsze zakupy!
Z wycieczek zakupionych wzielismy tylko wawoz Samaria - zelazny repertuar. Trasa ok. 15 kilometrow, z czego 13 biegnie wawozem. Przeszlismy ta trase w sandalach, buty specjalistyczne nie byly nam potrzebne. Widoki sa tam nieziemskie!!! Logistycznie wyglada to tak, ze autokar dowozi ekipe na szczyt (poczatek wawozu), trasa na piechote wiedzie w dol przez te 13 km (czesciowo w korycie rzeki), po wyjsciu z wawozu jeszcze okolo 2 km do przystani, gdzie plynie sie promem do miasteczka, z ktorego wraca sie juz autokarem.
Pozostalych wycieczek nie kupowalismy z prostego powodu - ceny!!! O wiele taniej i lepiej bylo kursowac samochodem - szczegolnie ze mozna bylo zatrzymac sie w dowolnym miejscu, odpoczac, zwiedzic to, na co ma sie ochote.
Na koniec pogoda - non stop slonce, w ciagu dnia (godziny sjesty) temp. dochodzila do ponad 40 stopni - uffff... Wieczory za to przyjemne chociaz tez upal (okolo 25 do 30 stopni). Wybaczcie ten elaborat, ale chcialem ujac maksymalnie duzo informacji. Gdybym cos pominal - pytajcie.
Temat: Kuj.Pom przestaje się liczyc we wszelkicSondażach
Gość portalu: mary napisał(a):
> Torun nie może znieść Brzydgoszczy - to prawda, ale nie z powodu jej siły. O > sile trudno mówić, w wielu ogólnopolskich rankingach najlepsze firmy polskie i > zagraniczne czy uczelnie sposród naszego regionu - typowane sa tylko w Toruniu. > Ale dla ścisłości ma swe atuty i Brzydgoszcz. > > Torun nie może znieść Bydgoszczy za jej gigantomanię, za zawłaszczanie > osiągnięc regionu czy nawet Torunia dla siebie, za przenosiny instytucji (w PRL > > i teraz), za całkowicie nieobiektywne traktowanie mediów które posiada (TV3, > Wybiórcza) - wyłącznie dla promocji SIEBIE, SIEBIE, SIEBIE, SIEBIE... > > Nawet tu jakiś Bydgoszczak napisał: "to zrozumiałe, że mając siedzibę TV > Regionalnej w Bdgoszczy, głownie skupia sie tylko na sobie..." Dla mnie to > niezrozumiałe, ale może inaczej rozumiem słowo "telewizja REGIONALNA" ? > > Jeśli stare rzeczy, wykradanie instytucji z Torunia zostanie rozliczne (chocby > symbolicznie), jesli dzis nie będzie podjazdówek na Straż Graniczna, Muzeum > Nowoczesnej Sztuki i inne takie, może zacząc budować się pomału zaufanie i > porozumienie. Ale to Bydgoszcz musi zrozumieć wady swego dotychczasowego > podejscia do Torunia. > > Torun jest mniejszy - to prawda. Ale z tego nic nie wynika. Moskwa też jest > wieksza od Wenecji, Berlin od Bonn, Katowice od Krakowa - i co z tego? Torun ma > > bardzo wiele atutów, które media bydgoskie i sami Bydgoszczanie pomijają, a to > boli i buduje podejrzliwości. > > Nie chce mi sie pisać o turystyce, hotelach, knajpach, zabytkach - tu > Brzydgoszcz po prostu nie ma szans. Ale porównując nawet ilośc budownictwa, > uczelnie, inwestorów krajowych i zagranicznych, ich wielkośc, poziom > bezrobocia - oba miasta sa podobne, czesto Torun wyraznie lepszy. > > Piszesz , ze słabszy jest poziom opieki medycznej w Toruniu - czy wiesz, gdzie > znajduje sie JEDYNY prywatny szpital w regionie, o europejskim poziomie? Wiesz, > > który szpital dziecięcy w połnocnej Polsce nalezy do najlepszych? Czy > słyszałeś, że matki jeżdżą z dziećmi do Torunia w sprawach dermatologicznych, > laryngologicznych czy ortopedycznych? > > Wyspecjalizowane usługi - spróbuj w Bydgoszczy znależć firmę konserwacji > zabytów, czy ogólnopolską agencje reklamową? Gdzie jest w Bydzi British Council > > (instytut Brytyjski)? Czy jest Konsulat Słowenii, Boliwii, Niemiec? > Od paru miesiecy macie Alliance Francaise, od roku Empik - w Toruniu to > wszystko jest od 20 lat. Gdzie w Bydgoszczy jest Instytut Meteorologii? > Gdzie można w Bydzi obejrzeć niebo przez teleskop? Czy jest w Bydzi > ogólnopolskie radio? A telewizja? Czy jest oddział regionalny jakiejkolwiek > telewizji prywatnej? (w Toruniu są 4, moge wymienic...) > Nie chce mi sie juz pisac o planetarium, 20 muzeach, obserwatorium > astronomicznym, 36 hotelach, 100 knajpach.... > > Z żałości przemilczę porównywanie Wyższej Szkoły Przepisywania (WSP) do UMK. > > Nie twierdzę, że tylko w Toruniu jest wszystko, a w Brzydgoszczy - nic. Ale > bądźmy uczciwi - w obu jest wiele, a nie jak piszesz tylko w Bydgoszczy. > > Z tej gigantomanii Bydgoszczacy musza sie wyleczyć.
już? skończyłaś dorga mery?
nie będę się powtarzał i poczytaj sobie mój post wcześnijeszy albo w podobnym gdzieś tu wątku... po co ta wyliczanka? co z niej wynika?
moim zdaniem Bydzia i Toruń mają wszelakie możliwosci ku temu by sie uzupełniać, a takie twoje agresywne najeżdżanie tylko swiadczy o kompleksach toruńskiej braci...
(a tak na marginesie - sorry muszę to powiedzieć ,bo dczęsto przeiwja sie w waszych wypowiedziach watek TV, Toruń ma jednego wybitnego dziennikarza, nazywa sie Przemysław Orcholski i pracował wiele lat w TVP3...jakis czas temu nagrodzony tyułem hieny roku...czyja wina? Bydgoszczy? czy cyklistów? a był jeszcze swego czasu pan Rogalski, teraz w TVN wcześniej chyba w PiKu, nie pamietam...żenujaćy koleś...z jego ambicji wykreślono swego czasu z mapy pogody na TVN Bydgoszcz i dodano Toruń....hahahhahahahah....faktycznie, dbacie o promocję.....hahahahhaha
Temat: Goci a ziemie polskie
pawelekok1 napisał:
> ignorant11 napisał: > > > Sława! > > > > Piszesz, że mnich pisał później, gdy mapa Europy była inna i wszędzie byli > > > Słowianie.., ale na ile inna? > > Dobre pytanie. Co ciekawe mniej wiemy o wczesnym średniowieczu niż czasach > cesarstwa rzymskiego. > > > > Bo przecież wcześniej Słowianie nie mogli byc nigdzie. > OK, ale co z tego wynika - czy musieli być na terenie dzisiejszej Polski? > > > > Pozatem procesy dywersyfikacji ludów hcyba nie zachodzą wstecz,więc jak si > ę > > dzieje, że po kilkuset latach kronikarze rzymscy tracą zdolność rozróżnini > a > > ludów... > Problem w tym, że nie byli to ci sami Rzymianie. W czasach cesarstwa kroniki, > sorry dzieła historyczno-historiograficzne pisali wykształceni przedstawiciele > inteligencji, zatrudnieni na wysokich szczeblach admninistracji pańswowej, > czerpiący informacje z pierwszej ręki: od szpiegów, kupców, żołnierzy. > We wczesnym średniowieczu ci Rzymianie to byli dość ciemni mnisi (niestety > elita ówczesnej inteligencji), nie ruszający się z klasztorów, bazujący na > często bałamutnych informacjach z drugiej ręki. Z poprzednimi Rzymianami mieli > nie więcej wspólnego niż Ty czy ja. Opisywali świat zastany. Nie było > ciągłości informatycznej w stosunku do poprzedników.
+++No dobrze, ale przecież i kontakty i wiedza Kościoła musiały być wieksze w czasach gdy Słowianie już w pieknym arabskim stylu wkraczają na arenę zmagań historycznych...
> > > > Jest dla mnie szczególnie interesujące, gdyż w innym watku poruszaliśmy ju > ż > > kwestie współpracy słowiańsko-germańskiej np jako Wikingowie, Waregowie, > > wzajemne wpływy słowiańskie brzmienie imion w Eddach, a nawet silne wpływy > > > słowiańskie w Skandynawii... > > > > Zatem gdy mamy powazne kłopoty z rozroznieniem Słowian od Germanów, w > wiekach > > późniejszych tym większe będą one kilkaset lat wcześniej. > > > > A rozróżnienie Słowian i Bałtów zapewne jest jeszcze trudniejsze... > > > Błędny wniosek. Cywilizacja starożytna stała o niebo wyżej od wczesnego > średniowiecza, podobnie wiedza historiografów. Można o wiele bardziej wierzyć > takiemu Tacytowi niż całej rzeszy różnorakich ciemnych mnichów. Zresztą > generalnie ilość i jakość źródeł dla obydwu okresów to potwierdzają.
+++To co powyżej: gdy Słowianie wkroczyli już swoim blitzem do historii, to siłą rzeczy musieli być bardziej znani niż w starozytności, zresztą dopiero wtedy pojawiają sie znane współcześnie relacje kupców arabskich i kroniklarzy kościelnych... >
Temat: Ciekawe jak sie jezdzi Warszawiakom nowym tunelem
Gość portalu: ji napisał(a):
> Re: Ciekawe jak sie jezdzi Warszawiakom nowym tunelem. > > Wspaniale, gdybys wpadl to moglbys zobaczyc ze tradycyjnie wszyscy jezdza lewym > > pasem i co niektorzy srodkowym a prawy pusty (to samo np. na siekierkowskim). > > W dodatku ktos im wmowil ze za przekroczenie 50 automat robi foto i wysyla > mandat i jezdza tym lewym pasem 50 :-)) >
Hi hi :))
> > nasluchalem sie od Swionoujscian na Warszawiakow... Potem sie dziawia ze s > a > nie > > lubiani... > > Eeee tam. Takie wypowiedzi zawsze pozwalaja mi blyskawicznie rozpoznac ze mam > do czynnienia z czlowiekiem ktory raczej nie podrozowal.
o tak, nosa nie wysciubuilem z mojej wioseczki. Raz tylko pojechalismy na wycieczke z parafii do Swinoujscia przeplynac sie promem :)
> > Myslisz ze we Francji kochaja tych z Paryza a we Wloszech tych z Rzymu? > Nigdzie nie lubi sie 'tych' ze stolicy.
Owszem. Ale mi chodziklo tylko o konkretny aspekt budowy tunelu w Warszawie wobec sytuacji Swinoujscia...
chociaz skor ktos zwrocil mi uwage, ze tunel w Warszaaewi jest zbudowany z pieniedzy miasta to zmienia to postac rzeczy...
> > Jedna z glownych przyczyn; tam gdzie jest wiekszy ruch tam i trzeba szybciej > podejmowac decyzji wiec i doswiadczenie wieksze maja tacy ludzie. > Na prowincji maja czas poczekac az zielone dojzeje a pas zmienia sie > wystawiajac glowe za okno. Kiedy wiec stykaja sie te dwie grupy to zawsze > powstaje konflikt.
Zgadzam sie z toba w zupelnosci. U nas we Wrocku tez np. jak jest jakis wypadek z tramwajem to czesto sa to ludzie np. Z Legnicy, W-cha czy mniejszych miast, ktore trambajow nie maja :) Rozumiem tez ze jak ktos z Chrzaszczewa czy kozich Dojek przyjedzie do miasta, chocby to byla Olesnica, to czuje sie przerazony. Sam mialem przypadek kiedy moja kolezanka spod Nowego Sacza wysiadla na sskrzyzowaniu w Krakowie pod dworcem z samochodu i mowi, "Ja pie....e, ale mlyn, ty prowadz", a jezdzila juz od 3 lat po wioskach i New Saczu. To samo moj brat mieszkajacy w Karpaczu przez pierwszy rok po ztrobieniu prawka prosil mnie zebym go wozil po Wrocku.Tylko ze mi chodzi o to, ze Warszawiacy za prowincjuszy nie umiejacych sie poruszac w wielkim miescie uwazaja takze Wroclawian, Poznaniakow, Krakowiakow... A np. ja nie dalej jak wczoraj widzialem dwoch we Wrocku Warszawiakow, ktorzy wjechali w tylki porprzedzajacym samochodom - bo nie jezdza na codzien po wyslizganej poniemieckiej kostce i nie wiedza jaka ona jest sliska przy mzawce. Nawet doswiadczeni TIR-owcy maja z tym problem ( duzo jezdze stopem to wiem). Kazde miasto ma swoja specyfike jezdzenia. i nie zalezy to od wielkosci - np. duzo lepiej jezdzi sie po Krakowie ( dwupasmowki, ronda, obwodnica autostradowa) niz po Wrocku ( gdzie wszystkie przeprawy przez Odre skupione sa w okolicy starowki na odcinku 1900 m i nie ma zadnej obwodnicy a najblizsze mosty sa w Olawie i Lubiazu)
> Na calym swiecie tak jest.
tak, tylko ze jak mowimy o kulturze na drogach i sposobach jazdy to jezeli ja prowincjusz z zapyzialej Polski bladze po Wiedniu, ktory jest obawiam sie nieco wiekszy od W-wy to jestem uprzejmie przepuszczany przy zmianach pasa nawet w dziwnych miejscach ( bladze w koncu). Smieciarka ulatiwa mi zawrocenie w waskiej uliczce a kiedy stoje na przystanku autobusowym i patrze na mape to sam kierowca autobusu wysiada i pyta czy mi pomoc.
A jak jade po Warszawie i chce zmienic pas na zasadzie zamka blyskawicznego ( normalka na zachodzie i we Wrocku tez, to wszyscy przyspieszaja, trabia, pyskuja... Ze nie wspone o autobusie MZA omijajacym mnie po chodniku z mojej prawej...
nie mam moze na liczniku miliona kilometrow, ale troche przejechalem, prywatnie i dostawczakiem glownie po Dolnym Slasku. Moje stale trasy to tez Zielona Gora i Lubuskie, Poznan, oraz przez Slask na Malopolske ( Glownie Krakow)
W Warszawie bylem dwa czy trzy razy i za kazdym razem obserwowalem ze tak to ujme nieuprzejmosc na drogach. Troche tego jeszcze jest na Slasku , ale o niebo mniej. W Wiedniu bylem raz i do dzis jestem pod wrazeniem tamtejszej kultury jazdy...
A co do roznego sposobu jazdy - jezeli widze jakiegos wariata wyprzedzajacego na trzeciego to na 80% ma on numery WB albo DW - samochody firmowe w Leasingu. Ci jezdza jak wariaci... Chovciaz jezdzac stopem spotkalem sie wsrod tirowcow z okresleniem "po warszawsku". I tak jazda po Warszawsku to wyprzedzanie na trzeciego, wpychanie sie na chama na sasiedni pas, objezdzanie poboczem skrety z prawego pasa w lewo itd...
Naprawde, jedzcie na zachod. poruszanie sie w duzym miescie nie wymaga chamstwa.
(Choc sa na pewno gorsze miasta: Meksyk, Kair, Bombaj... :)
pozdrawiam warszawiakow i nie tylko :)
Temat: UE: Hamas jest organizacją terrorystyczną
Gość portalu: Rzymianin napisał(a):
> > > Tupetu - to można Ci pozazdrościć. > > Wiesz co, Jacuś? Pisać, to Ty z pewnością umiesz, ale czytać to tak jakbyś miał > > problemy. Przeczytaj jeszcze raz tytuł artykułu i wszystkie posty, to może > zmienisz zdanie na temat tego, czego ten wątek dotyczy, a także tego, komu > zazdościć tupetu. > Owszem, pojawia się w artykule nazwa "Riva del Garda". Ale pojawia się > także "mapa drogowa" - czy z tego wynika, że mamy dyskutować o turystyce? Temu z Rzymu nie trzeba wyjasniac o co chodzi zreszta to zwykly klamczuch i kretacz z tupetem . Wloska i nie tylko prasa informuje od jakiegos czasu o wydarzeniu we wloskim ,malowniczym kurorcie Riva del Garda .Bylem tam osobiscie , i wierzcie mi ,ze to piekne miejsce , jedne z ladniejszych na swiecie .Gory ,czyste duze jezioro , 80 km dlugosci i chyba 20 szerokosci , spadajace z wiecznie bezchmurnego nieba do tego jeziora gwiazdy ,przepiekna roslinnosc i miejscowi wlosi o mentolnosci polskich gorali .Dookola tego jeziora wije sie waska droga wykuta czesto tunelami w skale jeszcze za Mussoliniego .Statki i promy kraza po wodzie przwozac ludzi i samochody na drugi brzeg lub wzdulz brzegu ,bo szosa jest w remoncie (lavori in corso ).Nie jestem ministrem , ale bylem tam sluzbowo, poprostu pracowalem w tej okolicy ponad tydzien czasu jakies dwa lata temu . Otoz w tej Liva del Garda odbyl sie szczyt Ministrow Spraw Zagranicznych UE ,oficjalnie dyskutowano o Iraku ,Palestynie i paru innych sprawach. Tych ministrow bylo kilkunastu.Natomiast pod budynkiem obrad odbywala sie manifestacja 20 tysiecy dzialaczy skupionych wokol ruchu zwanego Social Forum lub poprostu antyglobalistow ,dla ktorych UE jest ordynarna ,prymitywna i destruktywna forma globalizacji swiata .Demonstranci poruszali te same problemy ,co ministrowie .W zwiazku z Irakiem np. niesli transparenty z napisem : "Nie Dla Krwi za Rope " , itp. Gazeta Wyborcza ,ktora zrodzila sie z sierpniowego protestu spolecznego w 1980 roku , pomija milczeniem tak wazne wystapienie wloskich i europejskich antyglobalistow w liczbie 20 tysiecy wobec kilkunastu obradujacych ministrow ? Wlasnie to jest dla mnie niezrozumiale lub godne pozalowania. Sytuacja we Wloszech stale sie pogarsza wskutek polityki UE .Koszty zycia po wprowadzeniu Euro , niektorzy mowia Jewro od slowa Zyd -Jewrej po rosyjsku ,zwiekszyly sie o 30 procent ,przy jednoczesnym zamrozeniu zarobkow .Z winy koncernow paliwowych takich jak ESSO doszlo do przegrzania Ziemii ,we Wloszech wyrazilo sie to szalejacymi pozarami i calkowita kleska w rolnictwie . Ci mlodzi ludzie ,ktorzy dzisiaj i wczoraj protestowali w Riva del Garda walcza o o zachowanie zycia na ziemi z banda chciwych starcow siedzacych na kupie zlota i lichwie .
Temat: Wszechświat jest jak piłka
> Znaleziony sygnał faktycznie o tym świadczy, z tym, że znacznie ważniejszy > sygnał przypisuje się już niemieckiemu filozofowi Heinrichowi Olbersowi
Myli się Pan. Paradoks Olbersa to dowód na to, że Wszechświat miał początek, a nie na to, że jest skończony.
> W miarę współczesna teoria o > ograniczonym, rozszerzającym się Wszechświecie pochodzi od Edwina Hubble'a, a > konkretnie jest konsekwencją jego obserwacji z roku 1929. Wkrótce potem żaden > szanujący się astronom, astrofizyk czy kosmolog nie poddawał skończoności > Wszechświata w wątpliwość.
Znowu się Pan myli. Rozszerzający się Wszchświat może być zarówno zamknięty i skończony, jak i otwarty i nieskończony. Poza tym żadna ze współczesnych teorii, ani obowiązująca teoria względności ani hipotetyczne superstruny, kwantowa grawitacja etc., nie określają topologii Wszechświata.
Co więcej, aż do niedawna wszystkie obserwacje wskazywały na to, że materii- energii jest w kosmosie zbyt mało, aby był miał krzywiznę dodatnią i był zamknięty. Dopiero kwestią ostatnich lat jest ustalenie, że Wszechświat jest prawie płaski (tj. jego krzywizna wynosi prawie zero), a udział w tym miało odkrycie zagadkowej ciemnej energii. Dodam jeszcze, że przestrzeń o krzywiźnie zerowej niekoniecznie musi być nieskończoną przestrzenią euklidesową. Może to być skończona przestrzeń o nietrywialnej topologii. I właśnie o to rozbija się cała rzecz!
> O topologii Wszechświata mówi się od kilkudziesięciu > lat, konkretną topologię dwunastościanu zaś przypisać należy zespołowi prof. > Lumineta z Paryża.
Oczywiście, że się mówi. Powiem więcej, jerdną z pierwszych prac na ten temat napisał już w 1900 roku Schwarzschild (Vier Ast. Ges. 35, 337, 1900). Spekulował w niej, że Wszechświat może mieć nietrywialną topologię i że zbadać to można szukając identycznych obrazów na niebie. Ale to wszystko były spekulacje. Nie było żadnych obserwacyjnych wskazówek. One pojawiły się dopiero niedawno wraz z pomiarami tła dokonanymi przez sondę WMAP.
> konkretną topologię dwunastościanu zaś przypisać należy zespołowi prof. > Lumineta z Paryża.
Jak Pan uważnie przeczyta mój tekst - to właśnie o tym wspomniałem. Tak. Luminet po raz pierwszy w zeszłym roku napisał pracę, w której wiąże wyniki WMAP z topologią dwunastościanu w lekko dodatnie zakrzywionej przestrzeni. I w swej pracy sugeruje, co należy uczynić, by to potwierdzić - szukać kręgów na mapie promieniowania tła.
> "Na pierwszy ślad skończonego Wszechświata wpadł rok temu prof. Max Tegmark > z Uniwersytetu Pensylwanii". W świetle tego, co napisałem w p. 3, byłby więc > o całe 179 lat zapóźniony, biedaczek.
W świetle moich powyższych odpowiedzi - Tegmark jako jeden z pierwszych znalazł obserwacyjny ślad, który mógłby potwierdzić dotychczasowe SPEKULACJE.
> Literaturę popularnonaukową można pisać nie przekręcając faktów naukowych i > nie sugerując zafałszowanego obrazu świata. Większość czytelników Pana > artykułu odniesie wrażenie, że polscy naukowcy stworzyli rewolucyjną > koncepcję skończonego Wszechświata,
Zarzuty do autora też trzeba pisać nie przekręcając faktów.
Z poważaniem Piotr Cieslinski
Temat: Wakacje na Teneryfie
Juz kilka razy byl watek o Kanarach, ale z racji tego ze jest to tak urokliwe miejsce - odrobina lata w środku polskiej zimy! Gran Canaria - jej częsc turystyczna z licznymi hotelami zlokalizowana została na południu wyspy. Miejsce gdzie zawsze (prawie) świeci słonce i pada naprawde sporadycznie, a to za sprawą najwyższego wzniesienia na wyspie, które skutecznie wychwytuje wszystkie chmurki....Najcieplejsze miejsca na wyspie położone są na zachód od Playa del Ingles (np. Playa del Cura, Puerto de Mogan, pLaya del Taurito)temperatura zbliżona, ale nie ma tam wiatru. Ja za kazdym razem odwiedzam Kanary w marcu temperatura nie spada w dzien nigdy poniżej 20 stopni, wieczory sa czasami dosyc chłodne. konieczne jest zatem zabranie jednego cieplejszego sweterka. Temperatura wody niestety zawsze dość niska, ale kąpiel jest naprawde przyjemna! Najpopularniejsze miejsce na mapie turystycznej wyspy to oczywiście Playa del Ingles z niezliczoną masa hoteli, restauracji i barów.Tu z kolej znajdują sie najsłunniejsze wudmy- bardzo ądna szeroka pląza z płytka wodą. Takich pląż na póżno szukać w miejscowaościach o kórych pisłam wyżej.Znależc można jeszcze kilka plaż, które zostały "zbudowane przez człowieka", jedna z ładniejszych to moim zdaniem playa Amadores. Na wyspie znajduje sie bardzo ciekawy park Palomitos - bardzo fajne miejsce na spedzenie dnia z dzieckiem. O pełnych godzinach (jesli dobrze pamiętam) na tarasie restauracji odbywa sie show papug - jeżdza na malutkich rowerach i poakazują naprawde świetne sztuczki! Nie polecam wycieczki w głąb wyspy z takim małym dzieckiem - drogi sa waaskie, kręte. Duża róznica wysokości oraz temperatur czasami siega nawet dwudziestu paru stopni. dla mnie zawsze takie wycieczki konczyły sie kiepskim samopoczuciem. (Wycieczka sama w sobie bardzo atrakcyjna - dwie opcje autobusem z przewodnikiem lub wypożyczonym samochodem. uczulam jednak, aby jego stan techniczny był dobry.istnije możliwości zjechania "ze szczytu na drugą strone wyspy", od strony stolicy Las Palmas. I tam warto zobaczyć kilka ciekawych mijesc między innymi dom Kolumba (mieszkał tam podczas budowy jego statków przed wyprawa na druga strone wielkiej wody), Katedra i plątanine uliczek starej czesci las palmas. Nie ma tego tak dużo. Wycieczka autobusem (czesto klimatyzowanym) trwa jednak długo z tego powodu, i z zbiera on ludzi z niezliczonej ilości małych miasteczek... dla amatorów zakupów - oczywiście w Las palmas znajdziecie sporo sklepów, dośc drogie domy towarowe El Corte Ingles oraz sympatyczne centrum handlowe Las Arenas (nad samym brzegiem morza!. Niedaleko od playa del Ingles - znajduje sie centru handlowe Carrfoure - smiejemy sie z męzem ze to chyba ich najlepsza lokalizacja z widokiem na ocean!W samym Playa del ingles znajdują sie 3 centra handlowe pasaze pod gołym niebem z nizeliczoną masa sklepów kosmetycznych, z alkoholami i sprzetem elektronicznym. Kanary to strefa wolnocłowa!!! W strefie Playa del Ingles trudno jest znalezc interesujący hotel położony bezpośrednio przy plaży (jest kilka ale naprawde z najwyższej półki lub z takie sobie) dlatego hotele proponuja swoim mieszkancą darmowy dowóz autokarem! Ale sie rozpisałam! Bardzo chetnie odpowiem na wasze pytania! Pozdrawiam aga
Temat: Czy we Wrocławiu pojawią się tanie linie lotnicze
Gość portalu: mAbZ napisał(a):
> Niewiedza i krótkowzroczne skąpstwo- tak można nazwać > nastawienie "JA nie będę dopłacał 5€".
Nie wiem dlaczego wydaje Ci się, że to zmowa wielkich wyśrubowała ceny normalnych linii ... zapewniam jednak, że tak nie jest. Oczywiście, że opłaty lotniskowe są duże. Są jednak tego powody: każde urządzenie na lotnisku musi mieć utrzymywany w ciągłej gotowości zamiennik, najważniejsze urządzenia są nawet potrajane. Z obsadą lotniska jest tak samo. Koszy zapewnienia bezpieczeństwa pasażerom też ostatnio poszybowały pod niebo. Lotnisko musi być ochraniane i dozorowane, nawet, kiedy nie działa. Pracownicy są stale dozorowani, śledzeni i sprawdzani, więc wydajność pracy leży (czytaj: potrzeba dodatkowych pracowników). A teraz o normalnych i tanich liniach: w normalnej linii wsiadasz i lecisz. W taniej - lecisz, jeśli uda się zapchać samolot. Jeśli nie, samolot nie startuje, a twój problem nie jest problemem Twojego przewoźnika, lecz wyłącznie Twoim. Nie wiem jak Ty, ale ja miałem poważne problemy ze znalezieniem miejsca na nogi w tanim samolocie. Idealny pasażer bowiem to taki, który ma nie więcej jak 160 cm wzrostu i nie waży więcej niż 50 kg. Nie wszyscy są niestety tak dobrze zbudowani... Dyganie z walizami po płycie lotniska jest średnio przyjemne, a już na pewno nie jest bezpieczne. Wreszcie ceny: ceny, które podajesz nie mają z rzeczywistością nic wspólnego. W 180 miejscowym samolocie do Londynu (hmmm... o tzw. "Londynie" za chwilę) DWIE osoby miały bilet za dwa Euro, część zapłaciła ok. 40 Euro, a większość po ok. 70 Euro (był o tym bardzo ciekawy reportaż w miejscowej telewizji). A teraz troszkę o lotniskach: odlatujesz i przylatujesz na peryferyjne lotniska, które są z reguły BARDZO oddalone od miasta. Oczywiście cen biletów do centrum i czasów transferu tani przewoźnicy "zapominają" podać w folderach reklamowych. Popatrz tylko na mapę : Gdzie leży Stansted, a gdzie Londyn, gdzie Hahn, a gdzie Frankfurt, itp, itd.
> Chodzi przede wszystkim o dochody z turystów.
Jakich turystów ? Tanie linie lotnicze wybierają tanie, peryferyjne lotniska, aby za ich pomocą dostarczać pasażerów na obrzeża wielkich aglomeracji. Wrocław rozpatrywany jest jako satelita Berlina, a nie jako cel ruchu turystycznego.
> Takie tanie bilety często mają ograniczenia typu, że turysta > musi zostać na jedną albo kilka nocy. Musi gdzieś mieszkać, coś > jeść, gdzieś się zabawić itd.
Chyba, że kupisz bilet w jedną stronę u jednego przewoźnika, a wracasz innym. Jak ma się turysta zabawić, jeśli w knajpach kelnerzy porozumiewają się wyłącznie po polsku ? Wielojęzyczna karta dań to nie wszystko.
> Władze w zdecydowanej większości miast europejskich to rozumieją. > Wrocławskie- nie. I pomagają im niektórzy kołtunowaci obywatele.
Władze w zdecydowanej większości miast europejskich bronią się jak mogą przed inwazją tanich linii, ponieważ ceny zabijają np. ruch kolejowy. Ceny zaś są niskie, bo prąd do lokomotyw obłożony jest wszystkimi możliwymi podatkami, a kerozyna ŻADNYM.
> Jak zachęcać ludzi, by przyjechali akurat do naszego miasta?
Najpierw przydało by się uczynić nasze miasto przyjaznym dla przyjezdnych (patrz np. niedawna dyskusja o obcojęzycznych znakach drogowych).
> Poprzez budowanie hoteli, w których jedna noc jest droższa niż > np. w Sztokholmie?
To wynika z sumy kosztów, które inwestor musi ponieść. Z sumy wszystkich wszystkich kosztów : oficjalnych i nieoficjalnych.
Temat: Wszechświat jest jak piłka
Z zarzutami 1 i 2 się zgadzam. Przed tysiącami lat były różne koncepcje dotyczące Wszechświata, a w moich wprowadzeniu chodziło przede wszytkim o wcale nieoczywiste odkrycie, że Ziemia jest kulą. Ale pana stwierdzenie, że:
> Żadna ze starożytnych i średniowiecznych koncepcji kosmologicznych nie > przyjmowała bezkresu świata. Wszystkie przewidywały jakąś granicę,
oczywiście nie jest prawdziwe.
A teraz Pana następne zarzuty:
> Znaleziony sygnał faktycznie o tym świadczy, z tym, że znacznie ważniejszy > sygnał przypisuje się już niemieckiemu filozofowi Heinrichowi Olbersowi
Myli się Pan. Paradoks Olbersa to dowód na to, że Wszechświat miał początek, a nie na to, że jest skończony.
> W miarę współczesna teoria o > ograniczonym, rozszerzającym się Wszechświecie pochodzi od Edwina Hubble'a, a > konkretnie jest konsekwencją jego obserwacji z roku 1929. Wkrótce potem żaden > szanujący się astronom, astrofizyk czy kosmolog nie poddawał skończoności > Wszechświata w wątpliwość.
Znowu się Pan myli. Rozszerzający się Wszchświat może być zarówno zamknięty i skończony, jak i otwarty i nieskończony. Poza tym żadna ze współczesnych teorii, ani obowiązująca teoria względności ani hipotetyczne superstruny, kwantowa grawitacja etc., nie określają topologii Wszechświata.
> O topologii Wszechświata mówi się od kilkudziesięciu > lat, konkretną topologię dwunastościanu zaś przypisać należy zespołowi prof. > Lumineta z Paryża.
Oczywiście, że się mówi. Powiem więcej, jerdną z pierwszych prac na ten temat napisał już w 1900 roku Schwarzschild (Vier Ast. Ges. 35, 337, 1900). Spekulował w niej, że Wszechświat może mieć nietrywialną topologię i że zbadać to można szukając identycznych obrazów na niebie. Ale to wszystko były spekulacje. Nie było żadnych obserwacyjnych wskazówek. One pojawiły się dopiero niedawno wraz z pomiarami tła dokonanymi przez sondę WMAP.
> konkretną topologię dwunastościanu zaś przypisać należy zespołowi prof. > Lumineta z Paryża.
Jak Pan uważnie przeczyta mój tekst - to właśnie o tym wspomniałem. Tak. Luminet po raz pierwszy w zeszłym roku napisał pracę, w której wiąże wyniki WMAP z topologią dwunastościanu w lekko dodatnie zakrzywionej przestrzeni. I w swej pracy sugeruje, co należy uczynić, by to potwierdzić - szukać kręgów na mapie promieniowania tła.
> "Na pierwszy ślad skończonego Wszechświata wpadł rok temu prof. Max Tegmark > z Uniwersytetu Pensylwanii". W świetle tego, co napisałem w p. 3, byłby więc > o całe 179 lat zapóźniony, biedaczek.
W świetle moich powyższych odpowiedzi - jako jeden z pierwszych znalazł obserwacyjny ślad, który mógłby potwierdzić dawne SPEKULACJE.
> Literaturę popularnonaukową można pisać nie przekręcając faktów naukowych i > nie sugerując zafałszowanego obrazu świata. Większość czytelników Pana > artykułu odniesie wrażenie, że polscy naukowcy stworzyli rewolucyjną > koncepcję skończonego Wszechświata,
Zarzuty do autora też trzeba pisać nie przekręcając faktów. Mam nadzieję, że teraz to pan widzi. Oczywiście, nie jest tak, że moje teksty są doskonałe, że nie ma w nich błędów, nadinterpretacji etc. Ale wierzę też, że nie są - za przeproszeniem - bełkotem.
Z poważaniem Piotr Cieslinski
Strona 3 z 3 • Znaleziono 104 wyników • 1, 2, 3
|